- Owszem, kotlet sam w sobie nie zawiera idei piękna. Jednakowoż kotlet zawiera w sobie ideę miłości i to nie podlega dyskusji. Kotlet jest daniem prawdziwej szlachty, pożywnym poematem o odwadze i poświęceniu, krzykiem wolności w dobie zakłamania i fałszu. Kotlet jest ponadto smaczny.

- Mój drogi, posuwasz się za daleko, a powinieneś posuwać mię. Czuję się nie posuwana wcale, statyczna, uwięziona w przestrzeni zamkniętej, bez szyb, oddechu, li tylko puste ściany rzeczywistości. Mam tego dość, miast dochodzić, odchodzę, krew leci mi po policzku, gdyż łzy wyschły już ongiś. Jestem niczym trzcina myśląca na wietrze, bez snu i wytchnienia, bez majtek, bez nadziei, bez sensu i grzmotu burzy. Mój drogi, wsiądź na rączego rumaka i wydobądź mnie z mej wieżystej samotni, spuszczę się, mój drogi, na linie i dosiądę twojego prężnego wierzchowca, pogalopujemy razem w dal, w kierunku zachodzącego słońca, po drodze konsumując poziomki.

Dialog ma miejsce w muzeum sztuki współczesnej. Przy obrazie. Na obrazie jest słoń w w cylindrze. Słoń ma monokl i spogląda groźnie na wiewiórki pakujące heroinę do siatek z lidla. Na drugim planie ryba wyciąga ze stawu wędkarza bez nogi. Wędkarz łypie na słoik z ogórkami, lecz te, niewzruszone, zajęte są grą w brydża. Wszystko to dzieje się porą nocną, między 21.42 a 23.26. Obraz pozostaje niepodpisany, co sprzyja domniemaniom.

Staliśmy sobie z boku, nieco oddaleni od mejnstrimu.

- Andrzej, a może byśmy tak założyli firmę?

- A co mielibyśmy robić, ta nasza firma, co by miała?

I nastała cisza, bo nikt wcześniej się nad tym nie zastanawiał.

- No wiesz, teraz wszyscy zakładają firmy, żeby, żeby… Robić biznes, rozumiesz?

- Biznes. Podoba mnie się ten pomysł. Biznes – to brzmi dumnie i po angielsku.

Zabraliśmy się więc do roboty, firma funkcjonowała bez zarzutu, robiliśmy biznes.

- Wiesz, Andrzej, podoba mi się ten biznes z tą firmą. Robimy biznes, mamy firmę, fajnie jest.

- No, jest fajnie, i że mamy tą firmę jest fajnie i że ona robi ten biznes, ogólnie fajnie.

- No, masz rację, fajnie.

- Fajnie.

Często rozmawialiśmy na różne tematy, bo lubiliśmy rozmawiać i nawet nam to wychodziło, to rozmawianie. I Andrzej się pytał mnie, ja jego i tak się wszystko kleiło, w tym rozmowa się kleiła, i biznes się kleił i firma też się kleiła. Byliśmy mejnstrimem, byliśmy tym, co jako dzieci obrzucaliśmy kamieniami i wyzwiskami na ka.

Pewnego dnia przyszedł do naszej firmy jegomość w kapeluszu. Palił cygaro i podejrzanie się uśmiechał.

- Dzień dobry, chciałbym zrobić biznes.

- A kim pan jest, bo kojarzę skądś jakoś?

- Jestem Bogiem.

- A, to zapraszamy, zapraszamy.

I w ten sposób zrobiliśmy biznes z Bogiem. Było super, bo on miał duże wpływy i mnóstwo hajsu. A potem przyszła zima i Andrzej miał wypadek. Poślizgnął się na jesiennych liściach, złamał rękę, miał przerzuty i złamane serce. Potem jeszcze raz się przerzuciło i złamał kark. Bo chodził bez czapki, bo myślał, że jak jest takim biznesmenem z firmą to mu wolno. Gówno, nie wolno, czapkę trzeba nosić.

I skończyły się biznesy, bo samemu to bez sensu. Więc noście czapki chłodną porą, nawet jeżeli to przeczy trendą.

siema świat

13 Październik 2011

Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.

A. Lincoln

- Jak jest?

- Przepysznie. Życie jest piękne. Zwłaszcza kiedy zamykasz oczy i jesteś pijany chwilą. Wtedy warto żyć, choć poranki bywają trudne. Życiowy kac skrada się małymi krokami, dopada nas, kiedy opuszczamy gardę. Nigdy nie opuszczaj gardy. Nigdy nie opuszczaj gardy. Nigdy nie opuszczaj gardy. Temu wszystkiemu brakuje kontekstu, słowa są pozbawione przyczynowości.

- Tak, masz rację. Co sądzisz o tym wszystkim?

- O wszystkim? Sądzę, że to niebywałe. Raz na wozie, raz pod wozem. Kiedyś chciałem być pisarzem, teraz chcę po prostu być. Chłonąć chwilę, nie przejmować się przeszłością, tym co pomyślą inni. “Zajebiste życie to kwestia zajebistego myślenia”. Więc myślę zajebiście, zanim to wszystko zacznie się sypać, zanim wróci depresja i, wraz z nią, wena do napisania czegoś głębszego niż tych kilka żałosnych linijek. Ale taka żałosność jest piękna, chcę być w ten sposób żałosny. Szczęście to bycie żałosnym na przekór rzeczywistości, chaosowi, niepoukładaniu, cierpieniu i całemu cyrkowi wokół.

- To wszystko?

- Nie. Szczęście to ona. Reszta jest jedynie konsekwencją.

Wpis dedykowany Paulo Coelho.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.